Badania nad UE w Polsce - wnioski z V Kongresu Europeistyki
W połowie września uczestniczyłem w V Kongresie Europeistyki w Poznaniu, zorganizowanym przez Polskie Towarzystwo Studiów Europejskich. Wydarzenie liczyło około 60 paneli i zebrało blisko 300 polskich (i nie tylko) specjalistów badań nad UE. Nie przepadam za dużymi kongresami naukowymi, gdyż wolę konkretne seminaria tematyczne. Postanowiłem jednak wziąć udział, gdyż przez ostatnie lata zajmowałem się suwerennością technologiczną i wydatkami obronnymi w Europie. Stąd dzisiaj kilka słów na temat tego wydarzenia i kondycji studiów europejskich w Polsce.
Wykład otwierający profesora Jana Zielonki
Bardzo udane było wystąpienie otwierające prof. Jana Zielonki (dawniej Oxford, dziś m.in. UW), który zauważył, że integracja europejska z lat 50. i 60. XX wieku opierała się na trzech założeniach: (1) wzmocnienie państw po wojnie poprzez współpracę, (2) rezultaty są ważniejsze niż legitymizacja, a (3) gospodarka jest ważniejsza niż bezpieczeństwo. Dziś jednak obserwujemy trendy odwrotne. Wraca nacjonalizm, populizm kwestionuje legitymizację, a bezpieczeństwo jest dla ludzi ważniejsze niż gospodarka. UE przejęła również wiele zadań państw, które są z tego niezadowolone, choć jednocześnie wiedzą one, że gdyby musiały działać same to byłoby jeszcze gorzej.
Obecny kryzys UE wynika ze słabnącej (1) skuteczności, (2) legitymizacji i (3) kompetencji. Wynika z tego, że w ostatnich latach często rozszerzano kompetencje UE kosztem państw, a w procesach decyzyjnych brakuje partycypacji obywateli, co też nasila walkę państw o wpływy. Z tego powodu idea jednego państwa europejskiego wydaje się mrzonką i rzeczywiście środowisko federalistów nie cieszy się dziś poparciem. To trafna diagnoza.
Gorzej z receptą. Profesor Zielonka zainspirował się funkcjonalizmem Davida Mitrany'ego i zaproponował większą sieciowość i decentralizację systemu europejskiego. Miałoby to doprowadzić do "nowego renesansu". Renesans włoski był oczywiście czasem wybornego humanizmu, ale też był to okres pełen walk frakcyjnych i zabójstw. Nie bardzo wiadomo jak można by tą sieciowość wytworzyć? Działania Unii opierają się na prawie, a zatem musiałyby powstać nowe regulacje. Jak to powiązać z sieciami, gdzie kompetencje są rozproszone? Doprowadziłoby to do jeszcze mniejszej przejrzystości i walki państw "pod dywanem" o "decyzje i kasę".
Myślę, że na ten moment są w Europie na stole dwa rozwiązania. Lewica proponuje "zarządzanie wielopoziomowe", a prawica propaguje idee "nowego średniowiecza". Obie koncepcje opierają się na decentralizacji i deregulacji, angażując w system europejski licznych nowych interesariuszy. Im więcej przejrzystych norm, tym mniej chaosu i przeciągania liny. Trudno ocenić, która wizja wygra. Każda ma swoje argumenty, które warto rozważyć. Moim zdaniem zagrożeniem dla UE jest nadmiar regulacji w kluczowych dziedzinach gospodarki, niespójność ekonomiczna i polityczna (marginalizacja regionu dawnego bloku wschodniego tj. "Trójmorza"), rosnący populizm i spajające to wszystko idee "Europy wielu prędkości". Pisałem o tym m. in. tutaj.
Panele eksperckie
W plenarnych panelach eksperckich dyskutowano o kondycji UE i rozwoju badań na ten temat. Omawiano też sytuację w środowisku naukowym. Ustępujący prezes PTSE prof. Zbigniew Czachór wskazał nowe pola badawcze studiów europejskich, podnosząc postulaty, z którymi się zgadzam. Chodzi o konieczność większego nacisku na badanie polityk sektorowych i procesów przeciwdziałania kryzysom. Popieram również badanie dezintegracji i konfliktów. Kolejnymi ważnymi tematami są relacje człowieka i technologii. Odchodzimy od studiów instytucjonalnych w stronę problemowych. Istotne jest również badanie relacji zewnętrznych UE, na co zwróciła uwagę prof. Ania Skolimowska (UKSW). Wydaje się to ważne, bo w epoce nowych mediów postrzeganie staje się ważną częścią procesów decyzyjnych.
Profesor Konstanty Wojtaszczyk (UW) omówił starania o powołanie osobnej dyscypliny naukowej "studia europejskie" i wyjaśnił, dlaczego się to nie udało (przedmiot badań, metody, potrzeby rynkowe). Krótko mówiąc, nauka musi być bardziej problemowa i skupiać się na wyjaśnianiu, a nie tylko opisie. Na deficyt innowacji naukowych zwrócił też uwagę prof. Janusz Ruszkowski (Uniwersytet Szczeciński). Oczywiście powstają nowe koncepcje, ale brakuje nowych metod pracy, z czym również się zgadzam. Ucieczka w sofistykę i paradoksy wydaje się defensywna i dekadencka. Być może rozwinę to w osobnym tekście.
Sensowne uwagi przedstawił również prof. Marek Pietraś z UMCS, który apelował o więcej fachowości, rozwój zespołów badawczych, grantów i dyscypliny pracy własnej. Aktywność w mediach społecznościowych nie może zastępować rzetelnych studiów. Jego zdaniem studia europejskie to modelowy przykład analityki procesów transnarodowych - integracja państw w systemie międzynarodowym, która wpływa na polityki wewnętrzne tych państw. To prawda.
Profesor Tadeusz Wallas (UAM) przedstawił statystyki rozwoju środowisk naukowych. Istnieje zatem w Polsce 34 politologiczne jednostki naukowe o zespole co najmniej 12 etatowych pracowników każdy (łącznie to 1578 osób, z tego 166 profesorów zwyczajnych). W naukach o bezpieczeństwie jest takich jednostek 24, a w stosunkach międzynarodowych bodaj 7. Prof. Wallas zauważył, że w dziedzinie badań UE są średnio tylko trzy postępowania habilitacyjne rocznie. Środowisko rośnie wolno, ale jest stosunkowo młode. Być może niewielka liczba postępowań świadczy również o tym, że z powodu podziałów środowiska naukowego istnieje kłopot z wyborem afiliacji i tematyki pracy naukowej. Są to bowiem decyzje, których konsekwencje trwają całe lata.
Jeśli chodzi o panele poświęcone kondycji UE to nie znalazłem tam zbyt wiele materiału dla siebie. Nie we wszystkim też uczestniczyłem. Wiem, że równolegle odbywały się panele o czasopismach eksperckich, energetyce, kulturze, programach studiów, a także posiedzenie towarzystwa PTSE w celu wyboru nowych władz (prezesem została prof. Beata Przybylska-Maszner, UAM). Rozdano również nagrody za najlepsze książki i artykuły naukowe z lat 2023-2025, a także nadano członkostwa honorowe PTSE, m. in. prof. Danucie Huebner i prof. Janowi Barczowi.
Najbardziej na całym kongresie podobało mi się wystąpienie doktorantki Ilony Poselużnej z UJ, która połączyła wywiady w Brukseli, badania statystyczne i autorską analizę ryzyka w UE. Ogromny nakład pracy, fachowość i pasja. Czekam na publikację jej tekstów oraz obronę rozprawy doktorskiej. Śledzę obecnie na bieżąco kilkadziesiąt czasopism i około 40-50 polskich badaczy, którzy z perspektywy lat wydają mi się rzetelni i pracowici. Cieszę się zawsze, gdy natrafiam na nowe osoby, które warto czytać. Do tego grona należą również młodzi doktoranci z UO, Patrycja Hejdak i Robert Pawlita. Ten ostatni odebrał zresztą nagrodę PTSE za jeden z najlepszych artykułów naukowych ostatnich lat.
Problemy
Podstawowym problemem studiów europejskich jest niewielki zakres współpracy ze środowiskami zewnętrznymi. Na kongresie było niewielu interesariuszy z innych branż. Niewielu dziennikarzy, urzędników, dyplomatów, czy biznesu. Środowisko naukowe nie może rozwijać się w próżni. Opinia publiczna oczekuje od sektora publicznego działań opartych na dowodach (evidence-based policy), a nauka potrzebuje tworzyć wiedzę przydatną dla innych (policy relevant research). Za dyskusję na te tematy jestem wdzięczny prof. Markowi Rewizorskiemu (UG) i dr. Adamowi Kirpszy (UJ).
Myślę, że stopniowa poprawa umiejętności zarządzania wiedzą i pracą projektową pozwoli na lepszą efektywność, komunikowalność, a także pozyskanie lepszych grantów. Tymczasem spośród kilkunastu sekcji badawczych istniejących w PTSE zebrała się... tylko jedna (moja! prowadzona przez dr. Filipa Tereszkiewicza). Jestem jednak dobrej myśli. Każda sytuacja kryzysowa wyzwala liczne propozycje reform i zmian - i tak też będzie tutaj.

Komentarze
Prześlij komentarz