Dlaczego nie będziemy mieć broni jądrowej?

Dzisiaj relacja z pracy nad tekstem, który zajął mi prawie pół roku. W kwietniu br. napisali do mnie badacze z Akademii Marynarki Wojennej z zapytaniem o współpracę nad książką o broni jądrowej w stosunkach międzynarodowych. Postanowiłem przyjąć propozycję.

Dlaczego i jak?

Środowisko AMW co roku tworzy interesujące monografie na temat kluczowych problemów bezpieczeństwa międzynarodowego. Dobrym przykładem jest książka o rosyjskiej inwazji na Ukrainę (zob. tutaj). Rozmawiałem o tym już wcześniej z dr. Mateuszem Filarym, który jesienią 2025 roku opublikował w Krakowie niebanalny tekst o polskich zdolnościach odstraszania nuklearnego. Tekst wydał jezuicki uniwersytet Ignatianum (tutaj). Pomyślałem, że temat wart jest powrotu na stare śmieci, bo sporą część pracy magisterskiej i doktorskiej poświęciłem na amerykańską szkołę studiów strategicznych czasu zimnej wojny. 

Spędziłem więc kilka miesięcy w pociągach do Warszawy (biblioteka PISM!) i studiowałem archiwalne prace strategów z zimnej wojny. Finalny efekt tej pracy nosi tytuł Broń jądrowa w refleksji amerykańskich strategów w okresie zimnej wojny, ale w mailu do AMW nazwałem go żartobliwie "Mamy bombę i co dalej?". No właśnie...

Mamy bombę i co dalej?

W tekście przeanalizowałem jak stratedzy wojskowi i cywilni zareagowali na pojawienie się nowej broni. Na początku uznali ją po prostu za normalny element przewagi na polu walki i snuli optymistyczne wizje bombardowania ZSRR. Odpowiedzialni politycy amerykańscy powstrzymali się jednak od użycia broni jądrowej w Korei, dymisjonując gen. Douglasa MacArthura, który domagał się zbombardowania Chin. Gdy ZSRR zdobył broń jądrową debata o III wojnie światowej zmieniła się w dyskusję o użyciu bomb jądrowych w konfliktach lokalnych. Gdy jednak także broń taktyczna stała się powszechna, triumfalizm zaczął znikać i zaczęły się wreszcie rozmowy o deeskalacji sporu z ZSRR, które potem doprowadziły do kontroli zbrojeń i porozumień w zakresie rozbrojenia. W ten sposób broń jądrowa stała się straszakiem i stabilizatorem systemu międzynarodowego.

Jak myślą analitycy?

Kluczowym elementem, jaki brałem pod uwagę w swojej pracy, była obserwacja środowiska analitycznego. Analizowałem jak myślą, co proponują, co jest dla nich ważne, jak budują argumenty i jakie narzędzia tworzą. W ten sposób powstawała kultura strategiczna supermocarstwa. Dzisiejsza debata o odstraszaniu, drabinach eskalacji, mgłach wojny, czy deeskalacji wydaje się całkiem świeża, ale należy pamiętać, że wszystkie te pojęcia wymyślili Bernard Brodie, Herman Kahn, Anatol Rapoport, czy Glenn Snyder. 

Kolejnym etapem było powstawanie naukowej metodologii i procesów decyzyjnych na czas zagrożenia, które rozwijano w RAND Corporation przy pomocy filozofa Abrahama Kaplana. To tam powstała analiza systemowa, badania operacyjne, modelowanie strategiczne, metody delfickie, burze mózgów i wiele innych, dziś oczywistych metod pracy ekspertów ds. bezpieczeństwa. 

Zaskakującym faktem było to, że narzędzia te tworzyli trzydziestolatkowie. Ludzie tacy jak Samuel Huntington, Henry Kissinger, Morton Kaplan i wielu innych - mieli wtedy lat trzydzieści i kilka. Pamiętajmy, że ówczesny stan wiedzy o świecie był dużo gorszy niż dzisiaj. Istniało tylko kilka podręczników. Wszystko projektowano od podstaw według założeń zaczerpniętych z ekonomii (racjonalność pojmowana jako rachunek kosztów i korzyści). Także i dziś wysiłek ten robi wrażenie. 

Czy praktyka działa?

Ważnym źródłem wiedzy stały się doświadczenia i praktyka I i II wojny światowej. O ile w pierwszej wojnie postąpiono "wbrew Clausewitzowi" i utracono polityczną kontrolę nad celami wojny, o tyle w drugiej wojnie światowej politycy doszli do błędnego przekonania, że zwycięstwo osiągnięto dzięki bombardowaniom. Zwycięstwa lądowe ZSRR ignorowano. 

Później Amerykanie musieli się wielokrotnie przekonać w Wietnamie, Afganistanie i Iraku (a teraz w Iranie), że użycie lotnictwa nie zawsze przynosi pożądane efekty. Niemniej, czytanie beznamiętnych szacunków potencjalnych strat, na wypadek bombardowania USA przez rakiety ZSRR, nawet dzisiaj budzi respekt. Ta wojna naprawdę mogła wybuchnąć.

Kto zginie pierwszy? 

Drobiazgowa analiza potencjału gospodarczego USA i ZSRR prowadziła analityków do wniosku, że kluczowym celem ZSRR byłyby 54 obszary metropolitalne USA, które wytwarzają 60% kapitału przemysłowego i liczą ponad 80 mln osób. Rozważano wprawdzie liczne działania pośrednie, takie jak rozwój systemów obrony cywilnej, budowę schronów, rozproszenie celów przemysłowych i wprowadzenie różnych faz reagowania na atak, ale nie ulegało wątpliwości, że straty w wojnie jądrowej byłyby kolosalne. 

Na początku lat 60. XX wieku szacowano koszty infrastruktury i obrony cywilnej na około 200 mld USD. Symulacje przeprowadzone w RAND sugerowały, że atak ZSRR na USA we wczesnej fazie obejmowałby 500 bomb skierowanych na 150 celów. Późniejszy atak objąłby kolejne 400 celów przy użyciu 2000 bomb. Pierwszy atak objąłby około 50 terenów miejskich, a drugi ponad 150. Ewakuacja podczas pierwszej fazy sprawiłaby, że liczba ofiar w USA osiągnęłaby około 5-25 mln, podczas gdy w sytuacji braku ochrony poniesiono by ok. 90 mln ofiar. W drugim ataku zginęłoby 3,5 mln ludzi (przy założeniu ewakuacji 70-90% populacji) i aż 160 mln, gdyby nie wdrożono żadnych systemów obrony cywilnej. Kolejne miliony ludzi umarły by w wyniku promieniowania. 

Również wojna lokalna z wykorzystaniem taktycznej broni jądrowej stawała się stopniowo nie do pomyślenia. Zakładano, że 2000 bomb taktycznych o sile 2 kiloton każda byłoby w stanie zniszczyć wrogą armię o rozmiarze 25 dywizji. Przeciwnik oczywiście odpowiedziałby tym samym. Oznaczałoby to zniszczenie i skażenie ogromnych obszarów Europy. Wojna jądrowa stała się nie do wyobrażenia, a siła przestała oznaczać sprawczość. Współcześnie widzimy to ponownie, obserwując wojnę Rosji z Ukrainą. 

Procesy mają znaczenie

Zanim zrobisz coś głupiego, zastanów się. Teoria to sposób myślenia i ma kolosalne znaczenie. Zwłaszcza jeśli zamierzasz zrobić coś, czego dotąd nikt nie robił. Z perspektywy czasu można połączyć kluczowe kwestie następująco – (1) teoria, uzupełniona przez (2) analitykę, prowadzi do (3) projektowania doktryn, procedur i (4) aktów prawnych, (5) wdrażanych następnie przez administrację w ramach polityk resortowych. W czasie zimnej wojny obronność i dyplomacja przestały być udzielnymi księstwami żołnierzy i dyplomatów, lecz zostały powiązane z bieżącym funkcjonowaniem resortów ds. polityki wewnętrznej, technologicznej i gospodarczej. Jest to też dowód na ścisłe powiązanie studiów międzynarodowych, bezpieczeństwa i polityk publicznych, błędnie dziś rozdzielanych. 

Problem Polski polega na tym, że my - próbując odstraszyć Rosję - nie zaczęliśmy nawet realizować punktu pierwszego. Nie umiemy nawet uchwalić spójnej strategii bezpieczeństwa narodowego, która wpłynęła by na dyrektywy, strategie obrony, plany i procedury operacyjne. Dlatego sojusznicy 20 razy się zastanowią, czy włączać Polskę do natowskiego nuclear sharing. Należy założyć, że prowokacje ze strony Rosji byłyby oczywiste, bo my nie mamy wypracowanej kultury strategicznej, która uczyła by nas reagowania. Rosjanie to wiedzą.

Niektóre wnioski

1.
Historia wojskowości wskazuje, że rozwój nowych technologii militarnych zwykle prowadził do wojen między mocarstwami. Broń jądrowa była wyjątkiem od tej reguły. Skutki jej użycia okazały się tak poważne, że samo jej posiadanie na kilkadziesiąt lat wyeliminowało wojny mocarstw i przyczyniło się do stabilizacji ładu międzynarodowego. „Paradoks broni jądrowej” polega na tym, że im większe daje możliwości prowadzenia wojny, tym trwalszy może być pokój. Wzrosło znaczenie dyplomacji. 

2.
Opracowanie teorii i praktyki odstraszania przyczyniło się do przesunięcia rywalizacji państw do innych sfer, takich jak gospodarka i nowe technologie. Ważne jest śledzenie tych procesów i ich elementów. Odstraszanie przyszłości może być oparte na innych systemach niż militarne. Wiedzą o tym mocarstwa, które w obliczu nieskuteczności „nagiej siły” rozwijają liczne narzędzia nacisku pośredniego. Polska potrzebuje katalogu posiadanych i pożądanych zdolności odstraszania i opracowania procedur pozyskiwania nowych zdolności. 

3.
Praktycznymi wnioskami dla polskich decydentów są ponadto stwierdzenia, iż w procesie odstraszania potrzebny jest cały wachlarz narzędzi i wariantów działania. Aby je wypracować potrzebne są regularne ćwiczenia sztabowe, służące opracowaniu scenariuszy decyzyjnych i efektywnych procedur operacyjnych. Dobrym sygnałem aktywności środowisk specjalistycznych byłoby tworzenie nowych narzędzi analitycznych, paneli decyzyjnych, symulatorów, scenariuszy.

4.
Kolejnym wnioskiem jest to, że dla odstraszania kluczowe są informacje i oddziaływania psychologiczne na rywala. Z dobrym skutkiem stosuje te narzędzia Federacja Rosyjska, powielając zmanipulowane informacje i grożąc sąsiadom. Państwa regionu Europy Środkowo-Wschodniej wiedzą wprawdzie sporo o rosyjskich zdolnościach, ale ich opinia publiczna pozostaje wrażliwa na blef, dezinformację i retorykę przemocy. 

5.
Duże spustoszenie w refleksji nad stosunkami międzynarodowymi spowodowały idee Kennetha Waltza, iż można poznać politykę międzynarodową ignorując kalkulacje i posunięcia poszczególnych graczy. W rezultacie badacze spraw międzynarodowych są w stanie zarysować obraz sytuacji międzynarodowej, ale nie potrafią wyjaśnić wariantów działań państw. Tymczasem współcześnie państwa oddziałują na świat poprzez polityki publiczne, np. Chiny oddziałują poprzez politykę przemysłową, USA poprzez politykę technologiczną, Iran poprzez politykę energetyczną itd. Ignorując polityki wewnętrzne badacz traci dostęp do doktryn politycznych, praktyk regulacyjnych i procesu decyzyjnego. Zimnowojenni badacze ze szkoły studiów strategicznych nie popełnili tego błędu. Tymczasem my nie zaczęliśmy nawet pracy analitycznej... 


Komentarze