Geopolityka w Resecie Obywatelskim

 

Wziąłem udział w 37 odcinku programu "Dochodzenie prawdy" na kanale Resetu Obywatelskiego (w serwisie YouTube: tutaj) poświęconym problemom Europy Wschodniej. Rozmawialiśmy z redaktorem Tomaszem Piątkiem o konsekwencjach popularyzacji myślenia geopolitycznego w naszym kraju.

Streszczając naszą rozmowę chciałbym zwrócić uwagę na fakt, że popularyzacja geopolityki ma sens tylko wtedy, gdy będzie ona fachową refleksją o stosunkach międzynarodowych. W chwili obecnej dominuje niestety publicystyka i grafomania. Polega ona np. na tworzeniu fikcyjnych nazw i terminów paranaukowych, co udaje poważną refleksję i miesza ludziom w głowach. Nie istnieją we współczesnej geopolityce takie terminy jak "przepływy strategiczne", czy "ład konstruktywistyczny". Nie ma czegoś takiego w geopolityce zachodniej (być może istnieje w rosyjskiej, która jest doktryną polityczną i tego nie ukrywa!). Jeśli tak dalej pójdzie, wkrótce będziemy mówili o "menopauzie mocarstwa", albo "ciąży strategicznej NATO". Natomiast analitycy, dyplomaci i stratedzy z poważnych państw będą nas uważali za pajaców. Niska jakość dyskursu elit jest wyrazem słabości, nie siły. I to słabości, którą widać publicznie! 

Nie zajmowałbym się tym, gdyby nie pojawiająca się od czasu do czasu fascynacja władz i niektórych (przymuszonych?) przedstawicieli wojska dyskursem paranaukowym, ignorującym stan badań, realną dyplomację, kwestie sprzętowe, potrzeby obronne, logistykę wojskową i inne fachowe dziedziny - co również należy zaliczyć do problemów. Powtórzę, geopolityka ma sens tylko jako refleksja ekspercka, a nie demagogia. Trzeba naprawdę przeczytać setki poważnych rzeczy i przeanalizować setki zdarzeń, by mieć coś do powiedzenia na ten temat. Inaczej nasze rozmowy będą przypominać dyskusję z "Wesela" Wyspiańskiego na temat tego, że "w gazecie napisali, że Chińczyki trzymajo się mocno". 

Bajkowe są założenia lokalnej publicystyki geopolitycznej, że USA dostosują się do żądań Polski. Bajkowe było oczekiwanie, że USA sfinansują Inicjatywę Trójmorza. Nierealne jest założenie, że Niemcy i Francja nie będą rozmawiać z Rosją, skoro mają 300 lat wzajemnej rywalizacji imperialnej za sobą. Dziwaczne jest za to zdziwienie, że nikt nas nie słucha i z nami nie rozmawia. W rezultacie stajemy się reaktywni, czyli... tracimy podmiotowość geopolityczną. Stajemy się wówczas "strefą wpływów". Cudzych wpływów. To bardzo niedobrze dla największego unijnego kraju Europy Wschodniej i lidera wschodniej flanki NATO. Wypadałoby nie mylić skutków z przyczynami i dowiedzieć się - dlaczego tak jest! To jest punkt wyjścia.

Postanowiłem potraktować tą kwestię jako wyzwanie i w najbliższym czasie napisać książkę o obecnym stanie geopolityki na świecie i możliwym zastosowaniu tej dziedziny wiedzy w Polsce. Książkę będę szykował równolegle z wykładami uniwersyteckimi, toteż będzie gotowa po semestrze akademickim.


Komentarze