Historia ma znaczenie

Jednym z ciekawszych zjawisk, które obserwujemy obecnie w debacie publicznej i na rynku książki jest powrót dyskusji o historii gospodarczej świata. "Powrót historii", a ściślej analiza genezy oraz ewolucji instytucji i procesów gospodarczych (i ich skutków dla ludzi dzisiaj!) jest palącą potrzebą wielu nauk społecznych. Temat stał się również atrakcyjny medialnie tak samo jak pytania:

 - dlaczego Zachód dominuje nad resztą świata?
 - jak to się stało?  jak to długo potrwa?
 - co nas czeka w świecie szybkiego rozwoju Azji?
 - czy historyczne zacofanie Europy Środkowo-Wschodniej się zmieni?
 - co wyznacza zmiany we współczesnym świecie? jak to zbadać?

Te i inne pytania sprzęgają się z zagadnieniami historii instytucji, historii wojen, historii techniki, historii polityki, kwestiami rozwoju oraz projektowania go. Chodzi o wyjaśnianie skomplikowanych procesów zmian społecznych. Dlaczego jedni są bogaci, a inni biedni? Jak to się stało, że niektóre kraje rozwinęły się szybko, a inne nie? Co wpływa na rozwój? Co powoduje zastój? Jakie są zależności? I wreszcie - co mają do tego takie makro-procesy jak handel, nierówności społeczne, międzynarodowy podział pracy, gospodarka zasobami surowców, krążenie wiedzy i idei, jakość rządzenia, tożsamość czy polityka zagraniczna. Na te pytania powinniśmy próbować udzielać odpowiedzi. 

Przykładami prac, które pojawiły się na rynku dosłownie w ciągu kilkunastu miesięcy są choćby Niebezpieczne związki N. Fegusona (także wcześniejsze tego autora Potęga pieniądza i Cywilizacja), Pożegnanie z jałmużną G. Clarka, Dlaczego Zachód rządzi? - na razie I. Morrisa, Dlaczego narody przegrywają? D. Acemoglu i J. Robinsona, omawiane poniżej wznowienie Bogactwa i nędzy narodów D. Landesa, czy poniekąd i dyskutowany w światowych mediach Kapitał w XXI wieku T. Piketty'ego. Wznawiane są też dotychczasowe podręczniki z zakresu historii gospodarczej świata i Polski. Niektórzy uważają, że "wysyp" badań z historii gospodarczej jest pokłosiem kryzysu 2008/2009 roku. Być może. Niemniej, także bez tego geneza rozwoju, dominacji, dobrobytu i ich przyszłość są tematami modnymi, interdyscyplinarnymi, potrzebnymi i stawiającymi nowe pytania, zarówno w wymiarze naukowym, jak i popularnym. 

Osobiście witam ten trend z satysfakcją. Potrzebujemy rzetelnej dyskusji o polityce rozwoju, oceny
procesów makrospołecznych i makroekonomicznych, potrzebujemy porównań, wzorców, modeli i teorii wyjaśniających "jak jest?" i "dlaczego tak jest?". Jeszcze kilka lat temu trudno byłoby sobie wyobrazić sytuację, w której historia wnosi coś nowego do badań społecznych. I nie chodzi tylko o badania wspomnień z przeszłości! Ale to właśnie się dzieje.

Od kilkunastu już lat aktywny w debacie jest głos amerykańskiego socjologa I. Wallersteina, propagującego koncepcje tzw. historycznych nauk społecznych, a więc twórczego łączenia nauk oraz tworzenia syntez społeczno-ekonomicznych na podstawie danych zebranych przez historię. Wszystko, co badamy tkwi w przeszłości i wpływa na teraźniejszość. Przeszłość jest podstawowym zasobem naszego doświadczenia. Przykładem ujęcia świetnie tłumaczącego współczesne międzynarodowe zależności i idee są w Polsce choćby prace środowiska poznańskiego (np. Z. Puślecki, J. Tittenbrun), szeroko czerpiące z badań ekonomicznych, społecznych i historycznych. Szeroka dostępność i porównywalność danych czyni tą wiedzę lepiej dostępną i bardziej przydatną dla zrozumienia procesów wyznaczających problemy współczesnych stosunków międzynarodowych. W Polsce dyskusja ta może trafić na podatny grunt dzięki uznanemu w świecie dorobkowi polskich historyków W. Kuli, J. Topolskiego, M. Małowista i innych. Dzięki możliwościom Internetu możemy dziś łatwo zdobywać i aktualizować naszą wiedzę na temat ewolucji polityki i gospodarki światowej. Warto z tego skorzystać, zwłaszcza w sytuacji dużych przemian gospodarczych w Polsce w ciągu ostatniego półwiecza. Polskie doświadczenia modernizacji, pokojowej rewolucji, transformacji czy rozwoju od dawna były przedmiotem zainteresowania historyków, ekonomistów i socjologów z wielu krajów. Jest to z pewnością potencjał, który warto zagospodarować. I ja również na "Laboratorium" zamierzam "gospodarować". 

Komentarze